MIGAWKI Z PRZEDWOJENNEGO I WOJENNEGO ZEGRZA (1924-1939) Mirosław Pakuła

1 września 2009 r., podczas uroczystości nadania gimnazjum w Zegrzu imienia Konstantego Mikołaja Radziwiłła, miałem zaszczyt poznać emerytowanego profesora Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu Tadeusza Witczaka, przedwojennego mieszkańca Zegrza i żołnierza Armii Krajowej. Pan profesor jest skarbnicą wiedzy o dawnym Zegrzu.

Profesor Tadeusz Witczak jest synem sierż. Rocha Witczaka (1901-1960), instruktora Szkoły Podchorążych Łączności i Szkoły Podchorążych Rezerwy Łączności w Zegrzu w latach 1926-1939. Mieszkał na terenie koszar w Zegrzu, w domu nr 122, który stał na miejscu obecnego parkingu przy biurze przepustek nr 2. Po tułaczce w 1939 r. zamieszkał z matką w Zegrzu Południowym (drewniany dom przy ul. Warszawskiej, w pobliżu poczty). W czasie okupacji wstąpił do AK. Żołnierz oddziału por. rez. Konstantego Mikołaja Radziwiłła ps. "Korab", powstaniec warszawski.

Wygląd przedwojennego Zegrza

Już przed wojną Zegrze słynęło z pięknej przyrody. Zawsze było tu dużo drzew. Przed wojną przeważały lipy, morwy i bzy. Ulice w Zegrzu posiadały nawierzchnię szutrową i tylko niewielkie fragmenty były wyłożone kostką granitową. Pozostałości takiej nawierzchni zachowały się na wjeździe na parking przy biurze przepustek nr 2. Wzdłuż wszystkich ulic były chodniki wyłożone flizami (płytami z kamienia). Trybuna, przy której odbywał się defilady CWŁ stała w pobliżu obecnego słupa ogłoszeniowego i sklepów (przy magazynie żywnościowym) przy obecnej ulicy Groszkowskiego. Kolumny żołnierzy maszerowały od kościoła w dół, w kierunku obecnej grobli.

Uwielbienie zegrzyńskich telegrafistek-juzistek budził podchorąży Szkoły Podchorążych Rezerwy Łączności, znany i przystojny aktor Witold Zacharewicz, który z racji wzrostu maszerował zawsze jako prawoskrzydłowy pierwszej czwórki. Na wysokości trybuny rozpoczynała się ul. Kąpielowa (obecnie Drewnowskiego) wiodąca do Yacht-Klubu CWŁ. Z wieży drewnianego Yacht-Klubu widać było podobno Warszawę. W pobliżu przystani były sady i dwa korty tenisowe, które w zimę zalewano wodą i robiono lodowiska. Sensację na kortach tenisowych budził por. Ryszard Radke „Radzio”, który był najlepszym tenisistą w Zegrzu. Po prawej stronie ulicy Kąpielowej (Drewnowskiego) był ogródek jordanowski (jest i obecnie). Pozostały po nim dwa kręgi betonowe po przedwojennych fontannach oraz górka, z której dzieci zimą zjeżdżały na sankach.

Tragiczny finał romansu

Kpt. Konstanty Mańko służył od 1931 r. w podległym pod CWŁ 1. batalionie telegraficznym w Zegrzu Południowym. Czterdziestoletni mężczyzna miał bardzo młodą żonę. W 1937 r. znaleziono ją zastrzeloną w pobliżu stacji Poniatów (obecnie Michałów-Reginów). Jak się okazało, nawiązała romans z jakimś studentem warszawskim. Ten właśnie zastrzelił ją. Podobno była w ciąży.

Niemieccy szpiedzy w CWŁ

Por. Rudolf Homiński, syn Polaka i Niemki (Austriaczki ?) służył w Zegrzu w latach 1937-1939. Pełnił funkcję wykładowcy. Prawdopodobnie przed wybuchem wojny pracował także w sztabie Centrum Wyszkolenia Łączności. Homiński mieszkał w jednym z budynków przy ul. Odsieczy Lwowa (obecnie Groszkowskiego nr 16). Słynął z wielkiej namiętności do brydża, który był zresztą bardzo popularną rozrywką w II Rzeczypospolitej.

Raz w miesiącu przyjeżdżali do niego „przyjaciele” z Warszawy, jak się potem okazało, przedstawiciele ambasady III Rzeszy, którym przekazywał informacje o jednostce. Po wykryciu afery i ucieczce Homińskiego, w futrynach okien jego mieszkania znaleziono wmontowane przewody antenowe do radiostacji. Przypominano też sobie jego dziwne spacery po koszarach 1. batalionu telegraficznego w Zegrzu Południowym, gdy odmierzał odległości krokami. Ta afera szpiegowska krzyżuje się z inną sprawą i być może dotyczy tej samej osoby.

Wiosną 1940 r., w mundurze oficera SS przyjechał do Zegrza Południowego niejaki Rogowski (Homiński ?). Znalazł przedwojennego znajomego Karpińskiego, który prowadził wówczas sklep kolonialny, a przed wojną także gastronomię w kasynach w obu Zegrzach. Oficer chełpił się przed właścicielem sklepu swoją szpiegowską działalnością. Opowiadał, że gabinet komendanta CWŁ miał podwójnie obite drzwi, żeby nawet sekretarka nie słyszała co się tam mówi, a tymczasem on „i tak był w środku”.

Esessman zaczął później szantażować żonę jakiegoś polskiego oficera, który był w oflagu. Kobieta dała znać ludziom z konspiracji, a oni zastrzelili go w jej mieszkaniu w Warszawie. Homiński (Rogowski) nie był jedynym szpiegiem w Zegrzu. W budynku przy ulicy Odsieczy Lwowa (obecnie Groszkowskiego nr 4) mieściło się kino CWŁ. Obok znajdował się bufet dzierżawiony przez niejakiego Jordana. Gdy w połowie września Niemcy zajęli Zegrze, okazało się, że Jordan był ich szpiegiem. Wkrótce zabrał rodzinę i wyjechał do Rzeszy. Jak wspomina Tadeusz Witczak, jego córki bardzo rozpaczały z powodu wyjazdu z Zegrza.

Lądowanie bombowca

Już 1 września 1939 r. Niemcy bombardowali most w Zegrzu. Nalot nie był udany. Część bomb spadła obok, na łąki nad Narwią. Pozostało dużo niewybuchów. Lotki bomb sterczących w gruncie były widoczne jeszcze przez następny rok. Niemcy otoczyli tylko taśmami miejsca upadku bomb. 3 września przeprowadzono kolejny nalot na Warszawę. W ten niedzielny, słoneczny poranek w koszarach CWŁ w Zegrzu odbywała się msza polowa. Ze względów bezpieczeństwa przeprowadzono ją na terenie Umocnienia Małego (fort przy obecnej strzelnicy).

W trakcie mszy, tuż nad głowami uczestników przeleciał niemiecki bombowiec. Oddano do niego serię z ciężkiego karabinu maszynowego, który był ustawiony na wale fortu. Natychmiast spod fortu wyjechał oficer na motocyklu z koszem. Zaraz potem rozeszła się pogłoska, że bombowiec został strącony. Jak się później okazało, samolot wylądował na polach między Zegrzem a Borową Górą. Miejsce to, przed wojną służyło jako polowe lądowisko. Odbywały się tam ćwiczenia w nawiązywaniu łączności radiowej z samolotami.

Trzej niemieccy lotnicy wysiedli z samolotu by obejrzeć ewentualne uszkodzenia. Ponieważ, że strony Borowej Góry zbliżali się chłopi, Niemcy schronili się za bombowcem, oddali kilka strzałów, następnie zawrócili samolot i odlecieli.

Rozbity myśliwiec

W połowie września 1939 r., już po zajęciu Zegrza przez Niemców, na terenie koszar CWŁ wylądował awaryjnie myśliwiec P-11c kpr. pil. Antoniego Jody ze 152. eskadry myśliwskiej wchodzącej w skład Brygady Pościgowej broniącej Warszawy. Myśliwiec nadleciał od strony kasyna, po czym rozbił się na boisku do piłki nożnej, które znajdowało się w tym miejscu co dziś. Pilot podobno ocalał.

2 stycznia 1940 r. samolot ten leżał jeszcze na boisku, gdzie widział go Tadeusz Witczak, który wraz matką przybył do niemieckiej komendantury, która mieściła się w hotelu garnizonowym. Zachowało się kilka niemieckich zdjęć samolotu, które nie pozostawiają wątpliwości co do miejsca ich wykonania.